STAR WARS BATTLEFRONT – RECENZJA

 photo 1a19d174-9852-40df-ba42-517d8d605bf6_zpsae7a01a9.png

Stars Wars: Battlefront miało być spełnieniem najskrytszych marzeń każdego fana filmowej sagi. Przecież każdy dzieciak i oddany zapaleniec marzył o tym by posiadać miecz świetlny, stoczyć wielką bitwę na planecie HOTH czy wskoczyć za stery myśliwca X-Wing. Najnowsza odsłona Star Wars po części spełniła swoje obietnice oraz marzenia lecz posiada grzeszki, które potrafią skutecznie obrzydzić przyjemność z rozgrywki na dłuższą metę.

 photo 1a19d174-9852-40df-ba42-517d8d605bf6_zpsae7a01a9.png

Battlefront skupia się w głównej mierze na rozgrywkach multiplayer, a fabuły jest tutaj jak na lekarstwo. Cała akcja skupia się na Sojuszu Rebelii i szturmowców Imperium. Walczą oni o pozycję lidera w rozmaitych lokacjach znanych z filmowej sagi George’a Lucasa.

Dostajemy kilka trybów rozgrywki drużynowej oraz wspólne misje co-op. Najbardziej w moje gusta trafił tryb bitwy w przestrzeni powietrznej. Naszym celem jest ubicie jak największej liczby przeciwników i ta drużyna, która zdobędzie jak najwięcej punktów, wygrywa. W czasie walki podrzędnym zadaniem jest bronić statków transportowych lub strącić maszynę przeciwnika. Na całej mapie rozsiane są „wspomagacze” dzięki, którym możemy naprawić uszkodzenia, przyspieszyć czas odnowy naszych umiejętności (wystrzelenie bomby jonowej, osłona czy dodatkowe przyspieszenie) oraz zdobyć żeton bohatera. Polega to na tym, że jeden z graczy drużyny po jego zdobyciu ma możliwość stanąć za sterami sokoła millenium Hana Solo lub po stronie Imperium jako Boba Fett! Same walki wyglądają niezwykle widowiskowo oraz nie są takie trudne jak mogło by się wydawać. Myśliwcem mamy możliwość wykonywania uników, gwałtownych skrętów, „bączków” i innych wariacji niczym w filmie.

Jednak nie tylko w powietrzu przyjdzie nam toczyć boje ale również i na ziemi. Po za klasycznym deathmatch i team deathmatch oraz przejmowaniem flag, możemy rozegrać walker assault, droid run, odbijanie z rąk przeciwnika spadających kapsuł, oraz wariacje na temat bohaterów uniwersum. Jak możecie się domyślać bohaterowie to twarde skurczybyki i nie łatwo ich zabić. W trybie „łowy na bohatera” wcielamy się w zwykłego szturmowca i wraz z całą drużyną staramy się obalić gracza, który steruje bohaterem. Ten, który położy ważniaka wskakuje w jego buciki i zabawa toczy się na nowo. Im większy wynik tym bliżej wygranej. „Bohaterowie kontra złoczyńcy” polega zaś na starciu dwóch zespołów. Trzech graczy przejmuje kontrolę nad ikonicznymi postaciami sagi (dobrymi lub złymi) i wraz z graczami wspierającymi stara się obalić przeciwnika. Ta drużyna, która łyknie więcej wygranych rund wygrywa. Wyśmienitym trybem jest „Supremacy” gdzie starcia toczą się o pięć punktów kontrolnych, w którym uczestniczą jednostki naziemne, powietrzne oraz bohaterowie. Istny armagedon!

Jak na grę FPS, zwolennicy przebierania w milionach broni mogą się nieźle rozczarować. Ich samych mamy tutaj bardzo malutko i różnią się tylko parametrami. Jedne sprawdzają się na daleki dystans inne na bliski, a te ostatnie są uniwersalnymi do wszystkiego, czyli do niczego. Urozmaiceniem w walce są gwiezdne karty. Są to odpowiedniki umiejętności jak granaty, odrzutowy plecak czy śmiercionośny jednostrzałowy karabin snajperski itp. Do walki możemy zabrać trzy kart lub jeśli nas nie stać, a nasz partner z którym gramy ma wyższy poziom, użyczy nam swoich w trakcie potyczki. Wyjątkiem są żetony rozsiane po całej mapie, na której gramy. Dzięki nim dostajemy jako czwarty bajer działko strzelnicze, szybszą odnowie naszych umiejętności, tarcze ochroną i wiele innych. Trafić możemy także taką dzięki, której podczas gry wskakujemy w skórę Lorda Vadera lub innego znanego bohatera uniwersum. Są to cenne bajery, które umilają skutecznie rozgrywkę. Jak na porządnego Battlefront’a przystało wbijamy pasek doświadczenia naszego profilu i im wyższy lvl tym więcej rzeczy możemy wykupić. Po każdej bitwie nasze działania są reasumowane i nagradzane. Za gwiezdną walutę kupujemy bronie, gwiezdne karty oraz twarze naszego szturmowca.

 photo 1a19d174-9852-40df-ba42-517d8d605bf6_zpsae7a01a9.png

Misje co-op to największy zawód gry. Nudne, mało zaskakujące i nie różnią się niczym innym co mogliśmy oglądać w produkcjach z poprzednich lat. Wraz z paczką przyjaciół odpieramy fale bezmózgich wrogów od piechurów po kroczące maszyny AT-ST, na myśliwcach Imperium kończąc. Kilka stanowisk z działkami laserowymi wspomoże nas w walce, a kapsuły spadające jak gwiazdki z nieba dostarczą nam możliwość użycia ataku orbitalnego, granatów itd. Możemy tłuc się z przeciwnikami (którymi steruje konsola) na kilku mapach ale różnią się one tylko pod względem otoczenia, w którym gramy. Jeśli macie zgraną ekipę, gracie na najwyższym poziomie trudności przy okazji bijąc ranking, gra umili wam życie na kilkanaście ładnych godzin. Zaś solowi gracze, no cóż, pograją chwilę i zapomną z braku większych rozrywek.

Gra pod względem graficznym i dźwiękowym prezentuje się świetnie. Odpalając po raz pierwszy Battlefront’a moje oczy przeżyły istny orgazm. Szczegółowość obiektów oraz otoczenia wręcz wrzyna nam się w oczodoły, a znane motywy muzyczne umilą bębenki i odpowiednio nastroją do walki. Zaś bitwy jak wśród zagęszczonych lasów księżyca planety Endor gdzie nie lada wyzwaniem jest ubicie przeciwników przez zagęszczone lasy. Do tego wszędzie latają filmowe misiaki „ewok”, wykrzykując na lewo i prawo, atakując szturmowców kamieniami ze swoich prymitywnych struktur. Smaczków tego typu jest wiele ale samych map mało. Pola bitwy różnią się od siebie, na jednej toczymy boje wśród piasków pustyni planety Tatooine zaś drugiej zmagamy na wulkanicznych wzgórzach gdzie lejąca się lawa także stanowi ogromny problem.

Niestety trzeba powiedzieć otwarcie, że zachłanność EA doprowadziła do tego, że większość map dostaniemy stopniowo po kupnie przepustki sezonowej. Najnowszy Star Wars: Battlefront nie zawodzi ale pozostawia zajebisty niedosyt. Gra jest dobrym przykładem jak obecne czasy w branży gier ulegają zmianie. Pamiętam kiedy po przejściu głównego wątku fabularnego otrzymywałem dodatkowo możliwość rozegrania epizodu pobocznego czy przebrania bohaterki w skromniejsze ciuszki. Te czasy minęły i nie powrócą. Rynek rządzi się własnymi prawami i teraz płatne DLC oraz przepustki sezonowe stoją dla nas otworem. Wiem, jest to temat, nad którym można się rozwodzić godzinami jednak Star Wars: Battlefront jest żywym przykładem na to jak panowie w czarnych garniturach pałają rządzą dolara. Brawa dla twórców za kawałek dobrej gry zaś wielki minus dla tych w garniakach. Czuje się oszukany faktem, że my gracze dostajemy niepełny produkt, a za jego resztę, musimy płacić. Ok, każdy może powiedzieć „nie chcesz nie kupuj” i z tym się zgadzam ale jeśli mam wydać tyle samo pieniędzy za dodatkową zawartość co za i podstawową grę w dniu premiery to jednak coś tutaj się nie zgadza prawda?

Tak czy inaczej osoby, które cenią dobrą fabułę i mocnego singla nie mają tutaj czego szukać. Gra skupia się na zmaganiach online i każdy kto uwielbia sagę Star Wars powinien chodź na chwilę spróbować swoich sił. Błędy są mało zauważalne i jeśli człowiek przymknie oczko na drętwą animację postaci, gra się wyśmienicie. Duże pola bitewne, kilka trybów gry, możliwość pokierowania samym Lordem Vaderem czego chcieć więcej? Polecam każdemu kto chce uciec od współczesnego pola bitwy lub drugiej wojny światowej. Ten kto się wciąż waha, niech poczeka z zakupem aż cena podstawowej wersji spadnie, a reszta dodatków ujrzy światło dzienne. W tedy poczujecie jak silna jest moc!

 photo 1a19d174-9852-40df-ba42-517d8d605bf6_zpsae7a01a9.png

The Verdict

8Great