METAL GEAR SOLID V THE PHANTOM PAIN – RECENZJA

 photo 1a19d174-9852-40df-ba42-517d8d605bf6_zpsae7a01a9.png

Najnowsza odsłona Metal Gear Solid to coś obok czego nie można przejść obojętnie bo jest to jedna z najważniejszych gier tego roku. Ta część tak samo jak każda poprzednia niosła ze sobą ogromną otoczkę i wypełnioną po brzegi bańkę która pękając zalewała cały growy świat i tworzyła ogromną falę przeróżnych wrażeń i ocen. Nie inaczej jest z The Phantom Pain które pomimo świetnych recenzji i ogromu możliwości budzi w wielu graczach wiele pytań.

 photo 1a19d174-9852-40df-ba42-517d8d605bf6_zpsae7a01a9.png

Niestety ja sam należę do tego grona, jestem koneserem starych części które nie raz zaliczałem po wielokrotnie bo to co oferował dany tytuł było dla mnie czymś świetnym. Po wydaniu prologu do The Phantom Pain czyli Ground Zeroes i wcześniejszym Peace Walker zaczynały budzić się we mnie obawy że ten Metal Gear nie będzie tym czego chcę. I tak jak w przypadku Peace Walkera stwierdziłem że takie wydanie gry jest pokierowane faktem ze tytuł ukazuje się na konsoli przenośnej tak przy Ground Zeroes mocno się zaniepokoiłem bo była to najmniej pasująca mi osobiście forma rozgrywki. Pierwsze zapowiedzi „piątki” budziły we mnie chęć zagranie tu i teraz, byłem mocno na jarany na ten tytuł bo jestem wielkim fanem serii, jednak z materiału na materiał rodziły się obawy które pozostały po premierze. Być może piszę dość chaotycznie, ale niestety takie mam odczucia co do tej części gry, rozpoczynając zabawę byłem zmieszany i nieco zagubiony. Wielokrotnie nie wiedziałem co robić, gubiłem się i nie wiedziałem do czego służą konkretne czynności w grze ale wróćmy do meritum….

Metal Gear Solid V The Phantom Pain to interquel… Tak wiem dziwna nazwa, ale faktycznie tak jest. Jest to cześć która nie jest ani poprzedzająca znane nam wydarzenia ani zamykająca całą serię, to cześć która jest po środku a dokładnie pomiędzy Peace Walkerem a Metal Gearem z MSX-a czyli pierwszej części sagi. My jako główny bohater wcielamy się w znanego dobrze Snake’a (Venom Snake) który został oddelegowany przez rząd USA na pole walki. Wydarzenia które miały miejsce w 1964 roku (zapobiegnięcie trzeciej wojny światowej przez Snake’a) pozwoliły dać naszemu bohaterowi przydomek Big Boss, jednak w wirze zawirowań Snake został zdradzony przez rząd co popchnęło go do założenia frakcji militarnej o nazwie Militaires Sans Frontières. Każdy z was kto grał w prolog tej części czyli Ground Zeroes wie że wspomniana frakcja została rozbita a cały obóz matka został zniszczony, podczas walki w bazie Snake zostaje ranny i wpada w śpiączkę na 9 lat oraz traci rękę. Jednym z głównych celów The Phantom Pain będzie zemsta oraz znalezienie odpowiedzialnych za to co się stało w prologu.

Wielu z was zapyta mnie czemu ta część jest tak dobrze oceniana, moja odpowiedź jest taka że bardzo możliwe iż przez fakt że Kojima ponownie świetne wkomponował całą linię fabularną w to co dzieje się w grze jednocześnie mając na uwadze wszystkie inne części. Do tego całkowicie inaczej podszedł do dialogów które tutaj nie są tak męczące. To samo dotyczy filmików które są bardziej treściwe ale nie tak długie, nie ma ich tak dużo. Zbiór tego wszystkiego spowodował że wielu recenzentów i graczy po prostu lepiej wczuło się w samą rozgrywkę.

Dziwić może pojawienie się nowych postaci których w późniejszych częściach nie było, mowa chociażby o Skull Face. Każda z tych postaci ma tu swoje miejsce i świetnie się komponuje, czasami nawet miałem wrażenie że bez wprowadzenia poszczególnych postaci gra straciła by na rozgrywce i jako takiej spójności fabularnej. Fabularnie nowa odsłona MGSa to miazga, zresztą tak jak każda z odsłon tej sagi, jednak mówię to ja fan serii. Kojima ponownie dał radę i zdradzę wam jeszcze tylko jedno to co poznacie podczas grania rzuci wami o ścianę jeśli jesteście fanami serii i znacie (mniej więcej) co działo się wcześniej i później. Wiele wątków zacznie się układać ale tę frajdę pozostawiam wam….

 photo 1a19d174-9852-40df-ba42-517d8d605bf6_zpsae7a01a9.png

Ogromną nowością w serii jest fakt iż gra się zmieniła i od teraz jest sandboxem, to my decydujemy jak i kiedy podchodzimy do konkretnej misji. To od nas zależy jak osiągniemy cel i to jest piękne choć ponownie jest to element który wielu fanów Snake’a może lekko dekoncentrować. Cała struktura zabawy to nic innego jak rozwiązania zaczerpnięte z Peace Walkera, mamy tu swoja bazę (którą możemy rozbudowywać i rozwijać) i to z jej poziomu wybieramy interesujące nas misje. I skoro jesteśmy przy tym aspekcie to warto wspomnieć że The Phantom Pain nie da nam się nudzić. Misji głównych jest około kilkudziesięciu jednak do tego dochodzą subquesty które możemy liczyć w setkach. Jest to wynik niemiłosierny dla platynowców czy graczy zaliczających wszystko co oferuje gra. Tak duża ilość rozgrywki jest też jej małym minusem a to za sprawą powtarzalności która wkrada się do rozgrywki po kilku godzinach.

 photo 1a19d174-9852-40df-ba42-517d8d605bf6_zpsae7a01a9.png

Ciekawostka jest także nowość o której dowiemy się przed każdą misją. Otóż od teraz będziemy mogli wybrać sobie cały oręż jaki weźmiemy na dana misje, dotyczy to praktycznie każdego aspektu od celu jaki nam stawiają po godzinę rozpoczęcia misji. Do tego dochodzi Buddy System w którym wybieramy osobę lub zwierzaka który ma nam towarzyszyć, każdy z nich posiada swoje właściwości i nadaje się do innych celów. Ważnym aspektem jest także fakt znacznego polepszenia się AI naszych oponentów, widać znaczną różnicę bo teraz każdy z wojaków będzie zwracał uwagę na każdy szelest, dużo szybciej nas zobaczą bez względu czy jest noc czy dzień. Będą nas flankować i co ciekawe będą cały czas ze sobą w kontakcie aby informować się o danej sytuacji.

Dochodzimy do kwestii graficznej która pozwoliła dać mi temu tytułowi kolejnego plusa, nie ma drugiego tak dobrze wyglądającego sandboxa tworzonego na obie generacje. Ba nie ma tak działającego sandboxa który byłby stworzony na PS3 i PS4, mówię tu o stałych 60 klatkach na sekundę które są tu widoczne (choć nie dla wszystkich), płynność animacji jest ważna a tutaj jest co renderować. Gra wygląda bardzo dobrze, wręcz wyśmienicie. Tak jak w każdej poprzedniej odsłonie tak i tu bardzo ważny jest aspekt muzyczny / dźwiękowy i choć nie specjalnie lubię pisać o nim to tutaj zasłużył sobie na własny akapit. Otóż jak zwykle jest on jednym z najlepszych w grach które się ukazały, pisze to jako oczywistość bo Kojima nigdy nas nie zawiódł w kwestii oprawy audio. Dostaliśmy tu świetny dubbing gdzie znajdziemy głosy takich sław jak Kiefer Sutherland, Troy Baker czy Tara Strong. Do tego kompozytorzy znani z poprzednich odsłon ponownie walnęli mocnego kopa.

Podsumowując Metal Gear Solid V The Phantom Pain to jeden z najlepszych tytułów które ukazały się na PS4 w tym roku. Zdecydowanie trzeba w to zagrać choć wielu tej gry nie zrozumie, a wielu będzie miało problem ze zrozumieniem całej mechaniki rozgrywki. Wiemy nie od dziś że seria jest specyficzna i taka pozostała. Tytuł must have dla fanów serii, cała reszta ten tytuł powinna posiadać w swojej pierwszej piątce najbardziej wyczekiwanych tytułów bo nie znajdziemy drugiego tak dopracowanego tytułu praktycznie pod każdy możliwym względem.

 photo 1a19d174-9852-40df-ba42-517d8d605bf6_zpsae7a01a9.png

The Verdict

9,5Perfect