DAYS GONE – RECENZJA

 photo 1a19d174-9852-40df-ba42-517d8d605bf6_zpsae7a01a9.png

Pierwsze zapowiedzi DAYS GONE budziły we mnie pytanie, jak będziemy radzić sobie z tymi hordami opętanych trupów. Jak zostanie przedstawiony nam cały świat oraz co ważniejsze historia. W wielu momentach zostałem pozytywnie zaskoczony, jednak w wielu negatywnie. To wielkie zdziwienie biorąc pod uwagę fakt że jest to tytuł ekskluzywny a dodatkowo odpowiedzialny za gry pokroju Syphon Filter. Gra jest dziwna i budzi wiele kontrowersji za sprawą wykonania, ale mam nadzieję że rozjaśnię wam całą tą zagadkę w dalszych akapitach.

 photo 1a19d174-9852-40df-ba42-517d8d605bf6_zpsae7a01a9.png

Rozpoczynając rozgrywkę, zostajemy rzuceni w pierwsze dni pandemii która opanowała Stany. To intro jest o tyle ciekawe że nie odpowiada od razu na wszystkie zadane pytania, te bowiem będą wyjaśnione w późniejszym czasie, to pozwoliło twórcom zbudować bardzo ciekawy fabularnie tytuł oraz świetnie pociągnąć linie fabularną. Główny wątek gry toczy się dwa lata po wybuchu wspomnianej pandemii która zmieniła większość ludzi w zombie które nazywane są świrusami. Wcielamy się w rolę Deacona St. Johna który jako były członek gangu motocyklowego porusza się na dwóch kółkach, wraz ze swoim kompanem Boozerem. Z godziny na godzinę zagłębiamy się w walkę jaką toczy nasz bohater, mowa tu o walce z przeszłością, stratą ukochanej dziewczyny oraz tym co go spotyka na co dzień. Nasza gra i cała zabawa skupia się na przetrwaniu a nie poszukiwaniu leku na całe zło i to jest bardzo fajne, wiemy że nie wygramy z pandemią i nie ma sensu marnować czasu na szukanie czegoś czego nie ma. Podczas zabawy wielokrotnie powrócimy we wspomnieniach do czasów przed pandemią, nie tylko po to aby poznać szczegóły fabularne, ale także aby poznać samego bohatera który jako członek gangu motocyklowego wybija się ze stereotypu tego typu człowieka.

Days Gone to typowy sandbox, gra z otwartym światem w którym wykonujemy szereg zadań głównych i pobocznych. Rodzajów tych zadań jest wiele, od palenia legowisk świrusów po odbijanie punktów kontrolnych. Ciekawostką i zapewne kluczowym elementem który miał spowodować opad szczęki graczy, jest ilość świrusów w hordach sięgających nawet setek. Faktycznie taka ilość przeciwników robi wrażenie i co najważniejsze budzi strach przed konfrontacją. Grając dojdziemy do momentu że znajdziemy sposób na owe hordy ale przez większą cześć zabawy po prostu będziemy spylać gdzie pieprz rośnie po natknięciu się na hordę. W grze oczywiście dostajemy do dyspozycji pistolety, karabiny czy kusze, ale to broń biała jest głównym naszym narzędziem w pokonywaniu wrogów. Jest jej dużo i jest bardzo efektywna. Oczywiście z czasem zdobywamy umiejętności i punkty doświadczenia, nie mogło zabraknąć tu drzewka rozwoju który rozwijamy właśnie wspomnianymi punktami doświadczenia. Nie będę go szerzej opisywał bo każdy z nas wie na czym polega rozwój postaci czy motocykla poprzez drzewko rozwoju.

Poza dość ciekawą linią fabularną i mechaniką gry, kolejnym głównym wątkiem Days Gone jest motocykl na którym pokonujemy kolejne kilometry naszej lokacji. Tak jak i bronie, tak motor jest dla nas elementem przeżycia, bez niego nie damy sobie rady. I tak jak samo „zwiedzanie” było by możliwe na nogach, tak ucieczka przed hordą już nie. Z motocyklem, jak z całą grą spotkamy się ze skrajnymi emocjami i wnioskami. Tragiczny model jazdy, który momentami będzie nas mocno denerwował, wielokrotnie wywali nas z siodła. Natomiast z drugiej strony takie smaczki jak zwalniający motor w momencie konkretnego uszkodzenia silnika, styl jazdy na różnych podłożach (śnieg, deszcz czy piasek). To samo dotyczy paliwa które niezbędne jest do podróżowania, motor pali ogromne ilości paliwa i momentami przejechanie z jednego punktu do drugiego może być niemożliwe na jednym baku, ale paliwa lub kanistrów w świcie gry jest pełno. Jeśli dobrze ogarniemy naszą drogę to bez problemu znajdziemy paliwo po drodze, co w świecie w którym walczymy o przetrwanie jest krótko mówiąc dość dziwne i mało wiarygodne.

 photo 1a19d174-9852-40df-ba42-517d8d605bf6_zpsae7a01a9.png

Elementów które są mało spójne i mało wiarygodne jest więcej, a kwestia motocykla to tylko początek. Walutą w grze są uszy rojaków, czyli głównego i podstawowego naszego wroga. Do tego dochodzi także mięso z zabitych zwierząt, ale to tak naprawdę wszystko. Każdy z trzech obozów z którymi współpracujemy, posiada trzy poziomy zaufania które odblokowują np. części motocykla. Ale poza wykonywanymi misjami dla nich to właśnie uszy rojaków czy mięso powoduje wzrost zaufania. Z czasem aby zdobyć najwyższy poziom zaufania, będziemy zmuszeni mocno i długo się najeździć aby zdobyć odpowiednią ilość uszu czy mięsa. To element który został wydłużony na siłę i z czasem staje się monotonny.

Po tym wszystkim dochodzimy do warstwy technicznej tytułu. Gra od początku jest dość dziwna, i dość dziwnie się w niej czujemy. Ale z biegiem rozgrywki spotykamy się z wieloma niedoróbkami. Głównym błędem i potknięcie twórców są spadki animacji, płynność która gdzieś ucieka to skandal. W dzisiejszych czasach, a tym bardziej w tytułach AAA i to jeszcze ekskluzywnych takie niedopracowanie jak praktycznie zatrzymujący się motocykl podczas jazdy jest niedopuszczalne. Wielokrotnie chciałem wyłączyć grę bo po prostu nie mogłem w nią grać. To samo dotyczy tropienia które potrafi gdzieś się zgubić, mowa tu o śladach które tropimy, są są aż tu nagle gdzieś znikają a my pomimo faktu włączania specjalnego widzenia tropiciela nie widzimy nic. Porównując tę kwestię do gier innych twórców ekskluzywnych na PS4, Days Gone i studio Bend wlecze się gdzieś na szarym końcu. Mamy tu znikające postacie, niedoczytujące się tekstury czy nie wgrywające się skrypty. Loading w tym tytule to temat na wyprawkę, ciągłe i bardzo długie loadingi nie zostały naprawione nawet po dwóch łatkach jakie nawiedziły grę od premiery. Warstwa techniczna gry to skandal i ktoś odpowiedzialny za wypuszczenie tej gry w tym stanie powinien odpowiedzieć.

Graficznie DAYS GONE wygląda bardzo dobrze, jest to wysoka półka i gra nie ma sobie tu nic do zarzucenia. Oregon jaki zaprezentowali nam twórcy jest świetnie odwzorowany i idealnie potrafi rozbudzić marzenia o życiu w tym kraju. Muzycznie jest poprawnie, bo muzyczka zmienia się w momencie ataku hordy lub innej akcji na ekranie, są jednak momenty które potęgują „amerykańskie” życie. Mówię tu o cut-scenkach które pomimo faktu że są reżyserowane i w półaktywne to okraszone są świetnymi utworami z których aż wylewa się amerykański sen. Co do sfery dźwiękowej to trzeba dodać że tytuł tak jak każdy wydany u nas eks zawiera polski dubbing. Który tym razem jest nierówny, Deacon wypada dość przeciętnie, szczególnie w momentach gdzie trzeba podnieść głos lub coś wykrzyczeć. Postacie drugoplanowe wypadają dużo lepiej i jeszcze można to przeżyć. Ciekawostką jest że od tylu lat trwania programu polski dubbing 2.0 który wprowadzono na PS3 praktycznie każdy dubbing cierpi na problem z poziomami głośności. Tutaj także się z tym spotkamy i momentami nie będziemy słyszeć dialogów.

Podsumowując DAYS GONE to gra budząca wiele kontrowersji i niestety momentami jest negatywnie. Warto ją polecić w niższej cenie, lub po wielu łatkach które zapewne jeszcze nadejdą. Dziś są momenty że w grę ciężko zagrać przez cięcia które atakują nas znienacka, spowolnienia które zatrzymują motor w locie, dla eksa to gwóźdź do trumny. Gra ma wiele plusów, bo potrafi wciągnąć na długie godziny, ale także tyle samo minusów, mocna linia fabularna, piękna grafika i dość ciekawie stworzony wirus a naprzeciw masa błędów i niedociągnięć. Warto w to zagrać ale momentami miałem wrażenie że ten tytuł został stworzony przez kogoś innego niż studio należące do Sony, lub co gorsza przez początkujące studio które zostało rzucone na głęboką wodę i które po prostu utonęło.

The Verdict

6.5Fair